Jest taka maluśka istotka, najmłodsza babeczka w naszej rodzinie. Młodszy od Tośki jest tylko mój synuś ale ona jest najmłodsza babeczką :) i jest niezwykle wyjątkowa (jak jej mamuśka:) bo uśmiech nigdy nie schodzi z jej ust. Odkąd tylko przyszła na świat się śmiała i tak jej już pozostało do dziś. Tosia właściwie nigdy nie płacze i jest niezwykle pogodnym bobasem.
To właśnie dla niej zrobiłam ostatnio album na zdjęcia.
Do jego wykonania użyłam papierów z kolekcji Basic Grey Cappella, o których pisałam w poprzednim poście ale tym razem inny wzór: Bravo. Do tuszowania użyłam kilku kolorów distressów a perełki zrobiłam Liquid Pearls w kolorze biszkoptowym. I znów oczywiście zrobiłam kilka moich ukochanych kropelek deszczu preparatem Glossy Accents. Motylki dostałam od Zanci, która ostatnio stała się szczęśliwą posiadaczka kapitalnego dziurkacza. Potuszowałam je tylko aby pasowały kolorystycznie distressem pumice stone.Guziczki...specjalne...z mamusinego pudełeczka do szycia.
Dość ciężko mi się pracowało z takim dużym formatem bo to 37 na 27cm a ja to przecież najbardziej kocham się w maluśkich albumikach, notesikach, ATC czy tagach ale bardzo ciekawe takie, nowe doświadczenie.
A tak to wyszło:
-przód albumu:
- okładka w środku:
- tył albumu:
A na koniec dodałam napis z datą urodzenia i włożyłam do pudełeczka owinięty w brązową bibułkę i powędrował do Tosiaczka :)
wtorek, 11 października 2011
sobota, 8 października 2011
...beautiful you...
ktoś kiedys powiedział, że nie ma brzydkich kobiet, podobno, są tylko zaniedbane...
mój kolejny notesik miał właśnie przypomnieć pewnej cudownej kobietce jaka jest wyjątkowa i jakie ma w sobie niesamowite wewnętrzne piękno, o czym często zapomina w swoim zabieganym życiu...
Wykorzystałam papiery z mojej najukochańszej kolekcji Basic Grey- Cappella. I jak to ja...poszarpałam im troszkę brzegi, po tuszowałam distressami i pierwszy raz dodałam ozdobną wstążeczkę, która ma posłużyć do zawiązania. Z tą wstążeczką wiąże się śmieszna opowieść. Bardzo zależało mi, żeby dobrać kolor pasujący do tuszu distress valnut stain więc biegałam ze wszystkimi swoimi dzieciakami pod pachą po pasmanteriach w Krakowie z po tuszowana karteczką i pokazywałam paniom ekspedientkom, które robiąc dziwne miny szukały dla mnie zielonkawego odcienia ciemnego brązu ale wpadającego delikatnie w chłodny popiel :))
Ale mam :))) za całe 2zl :)
Och prawie bym zapomniała się pochwalić, że mój tag, który zrobiłam jako pierwszą pracę po kilkumiesięcznej przerwie (niezbyt udany, tak mi się wydawało) został wyróżniony na portalu scrapki.pl :)))
Strasznie mnie to ucieszyło bo to takie miłe jak doświadczone seniorki scrapkowe,które cenię i od których się uczę, docienią wykonaną pracę.To takie fajne uczucie....
ech...
;)
czwartek, 6 października 2011
In memory of...
dziś świat wstrzymał oddech na moment i zgasła jedna gwiazda...
Steve Jobs
1955-2011
wierzył, że tylko patrząc wstecz można dostrzec, jak niby niepozorne zdarzenia z przeszłości wpływają na nasze życie
"Your time is limited, so don’t waste it living someone else’s life.Steve Jobs
Don’t be trapped by dogma – which is living with the results of other people’s thinking.
Don’t let the noise of other’s opinions drown out your own inner voice.
And most important, have the courage to follow your heart and intuition.
They somehow already know what you truly want to become.
Everything else is secondary."
środa, 5 października 2011
fotogra-portret czyli Jaga i termoloki :)
Postanowiłam spróbować swoich sił w zabawie, wyzwaniu zaproponowanym przez Katasiaczka w Art-piaskownicy. Zadanie polegało na zrobieniu portretu i wklejeniu go na stronę Art-piaskownicy. Taka zabawa, fotogra-portret.
Postanowiłam , że zgłoszę portret Jaguśki jak bawimy się nowymi termolokami. Zdjęcia powstały w trakcie naszej zabawy kiedy to starałyśmy się zrobić sobie takie loki na włosach jak maja prawdziwe księżniczki. Uwielbiam te nasze zabawy z Jagą bo szaleństwu nie ma końca :) Wygłupy, minki i mnóstwo śmiechu. W trakcie tej zabawy powstało mnóstwo kapitalnych zdjęć i właśnie dwa z nich zgłosiłam do art-piaskownicy. Ciekawa jestem kto zwycięży w tym zadaniu bo tym razem w zabawie udział wzięło aż 201 zdjęć
Życzę powodzenia wszystkim startującym :))))
A to moje portrety:
środa, 28 września 2011
...po męsku :)
Dziś pokaże pracę, którą zrobiłam już jakiś czas temu ale nie mogłam się nią pochwalić bo był to prezent i musiałam poczekać aż zostanie dostarczony.
Oj muszę przyznać, że to było nie lada wyzwanie dla mnie przygotować taki bardzo męski komplecik. Nie łatwo się scrapuje dla mężczyzny. Ale żeby wyszło po męsku radziłam się moich domowych panów :) ....dwóch, bo trzeci na razie opanował naukę uśmiechania więc muszę jeszcze poczekać trochę zanim wyrazi swoją opinie ;)
Obaj zapytani panowie stwierdzili, że się udało zrobić coś "po męsku" więc mam spokojniejsze serce ofiarowując ten komplet Komuś niezwykle dla mnie ważnemu...Tacie z okazji urodzin :))
Do tej pracy użyłam przepięknych papierów z jednej z moich ukochanych kolekcji Basic Grey- Cappella oraz 7Gypsies Venice oczywiście. Wszystko tuszowałam tuszami distress valnut stain oraz pumice stone.
Wstążeczka, którą opasałam notes i kartkę ma dla mnie szczególna wartość bo pochodzi ze zbiorów mojej kochanej mamy. Chciałam aby dołączenie jej miało charakter szczególny, symboliczny. Mama była niesamowita pod tym względem. Zawsze pamiętała o urodzinach i imieninach wszystkich z bliższej i dalszej rodziny. Nie potrzebowała notesu z ważnymi datami. Ona je po prostu miała w sercu.
A teraz zdjęcia :)
karteczka:
Oj muszę przyznać, że to było nie lada wyzwanie dla mnie przygotować taki bardzo męski komplecik. Nie łatwo się scrapuje dla mężczyzny. Ale żeby wyszło po męsku radziłam się moich domowych panów :) ....dwóch, bo trzeci na razie opanował naukę uśmiechania więc muszę jeszcze poczekać trochę zanim wyrazi swoją opinie ;)
Obaj zapytani panowie stwierdzili, że się udało zrobić coś "po męsku" więc mam spokojniejsze serce ofiarowując ten komplet Komuś niezwykle dla mnie ważnemu...Tacie z okazji urodzin :))
Do tej pracy użyłam przepięknych papierów z jednej z moich ukochanych kolekcji Basic Grey- Cappella oraz 7Gypsies Venice oczywiście. Wszystko tuszowałam tuszami distress valnut stain oraz pumice stone.
Wstążeczka, którą opasałam notes i kartkę ma dla mnie szczególna wartość bo pochodzi ze zbiorów mojej kochanej mamy. Chciałam aby dołączenie jej miało charakter szczególny, symboliczny. Mama była niesamowita pod tym względem. Zawsze pamiętała o urodzinach i imieninach wszystkich z bliższej i dalszej rodziny. Nie potrzebowała notesu z ważnymi datami. Ona je po prostu miała w sercu.
A teraz zdjęcia :)
karteczka:
notes:
i kilka detali:
wtorek, 27 września 2011
pękata paczuszka od serduszka
wczoraj wracajac ze spacerku z dzidziusiem zaglądnęłam do skrzynki a tam...TADAM!!! Czekała na mnie mała i bardzo pękata paczuszka z takimi cudownościami, że ąż mi dech zaparło. To od mojej ukochanej przyjaciółki Zanki :) A w paczuszce tyle fantastycznych rzeczy, kwiatuszki, koronki, serwetki, stempelki TH i małe kluczyki czyli wszystko to co scrapbookowe tygryski kochają najbardziej. Takie kwiatuszki to pierwszy raz w życiu miałam okazję dopiero dotknąć. Te co używałam do tej pory były takie płaściutkie a te takie "3D"...cudowne...i to z papieru!
Od razu mi ochota naszła, żeby je wykorzystać. I w krótce pokaże Wam efekty :)Zanciu, dziękuję Kochanie!!!!
sobota, 17 września 2011
ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy
"...ważnych jest kilka tych chwil, tych na które czekamy..."
Ten utwór Marka Grechuty towarzyszy mi w życiu już od bardzo dawna. Wiem, że może nieco trąci myszką ale w nowej aranżacji reggae, wykonanej przez niezwykle utalentowanego Kamila Bednarka, odzyskał swój dawny blask. I właśnie przesłanie z tego utworu idealnie mi pasowało do malutkiego albumu, który przygotowałam na prezent. Powiem szczerze, że jakoś tak dziwnie ciężko mi było dziś się z nim rozstać, chyba się polubiliśmy bardzo po tylu wspólnie spędzonych wieczorach ;) Pierwszy raz jednak radość obdarowanej moja pracą osoby sprawiła, że jakoś tak miękko mi się na sercu zrobiło.To takie fajne uczucie :)
W ostatnim już momencie, wczoraj w nocy jeszcze zrobiłam pudełeczko do schowania albumu. I tak obwiązane sznurkiem trafiło do nowej właścicielki.
Ale teraz o albumie.
Do jego zrobienia wykorzystałam papiery, które kiedyś dostałam od Zanki, jeden napewno firmy K&Company a drugi niestety nie wiem. Mniejsze elementy wycinałam z kolekcji papierów 7gypsies: Venice and Victoria oraz kolekcji Basic Grey-Curio. Dodatki, kwiatuszki i zdjęcia tuszowałam tuszami distress Pumice Stone, Valnut Stain oraz Milled Lavender. Farbką distress crackle w tym samym kolorze lawendowym pomalowałam użytą ramkę, motylka oraz zawijaska. Pierwszy raz w swojej pracy używałam medium poleconego przez Zancie: glossy accents. To takie malutkie kropelki deszczu...muszę powiedzieć, że jest to miłość od pierwszego wejrzenia i najchętniej zakropelkowałabym caluśka pracę :)) tak mi się one podobają.
Pomiędzy kartkami zrobiłam małe kieszonki na tagi, na których można zrobić zapiski. Użyłam tagów z nowej kolekcji 7gypsies "Off theWall" ze sklepiku scrapki.pl.
Pomiędzy kartkami zrobiłam małe kieszonki na tagi, na których można zrobić zapiski. Użyłam tagów z nowej kolekcji 7gypsies "Off theWall" ze sklepiku scrapki.pl.
Próbowałam też troszkę stemplować ale nadal nie jest to moja najmocniejsza strona. Mam nadzieję, że się to wkrótce zmieni bo zapisałam się na warsztaty o wdzięcznej nazwie INKY FINGERS ( potuszowane paluszki ) prowadzone przez Finnabair 8.10 w Krakowie.
No dobrze, to teraz koniec już gadania, zapraszam na oglądanie. Będzie dziś dużo zdjęć.
Ciepło pozdrawiam wszystkich moich gości :-*
Ciepło pozdrawiam wszystkich moich gości :-*
a na koniec...Kamil Bednarek...czyż nie jest wyjątkowy ;-)
sobota, 10 września 2011
in shape as new :)
to powiedzenie, In Shape As New kojarzy mi się nierozłącznie z pracą ale dziś idealnie pasowało do mojego bloga. Stary w nowej odsłonie...Bardziej uważni moi goście pewnie zauważyli zmianę. Blog nie tylko dostał nowy nagłówek ale również nową nazwę :)))
LoftCafe.
To nie jest żaden zbieg okoliczności czy na szybko wymyślona nazwa. To marzenie, które tli się we mnie od kilku już lat i jest pierwszym na liście, które zamierzam zrealizować.
Marzy mi się własna kafejka w stylu loftowym* w Krakowie, która będzie miejscem spotkań młodych artystów. Miejscem gdzie na ścianach z surowego betonu strukturalnego będzie można zaprezentować swoje prace. Wszystkie...i fotografie i płótna, i LO'sy i wszystkie, wszystkie wytwory wyobraźni. Gdzie wokół na wygodnych sofach będzie można godzinami przy aromatycznej kawie rozważać i dyskutować o sztuce, życiu, marzeniach i pasjach...Gdzie w zimowe poranki zawsze będzie czekała gorąca czekolada i domowe ciacho.
Dlatego uwaga...Babeczki, wszystkie artystki, fotografki, scraperki szykujcie się. Kiedyś napewno spełni się moje marzenie a wtedy...zapraszam do mojej kafeji LoftCafe w Krakowie ;) Jeszcze nie wiem kiedy i gdzie ale...cóż w marzeniach najpiękniejsze jest to, że po prostu są, są nasze i można o nich marzyć...dlatego jak tylko spełnię swoje marzenie, wtedy koniecznie przygotujcie najpiękniejsze prace i wpadajcie do mnie na pyszną, aromatyczną kawę ;)
i kilka loftowych inspiracji ...
i kilka loftowych inspiracji ...
*Loft (ang. poddasze, strych) – wnętrze przeważnie o dużej powierzchni, urządzone w dawnych pomieszczeniach poprzemysłowych, np. fabrykach lub magazynach. Charakteryzujące się surowym wykończeniem.
niedziela, 4 września 2011
urodzinowy komplecik dla Asi
dziś chciałam Wam pokazać ostatnia pracę jaką zrobiłam przed moją dłuższa przerwą.
ale to nie jest taka zwykła praca bo ona ma w tle ważną dla mnie historię...dlatego, że powstała w wyjątkowym momencie w towarzystwie wyjątkowej osoby. To była jedna z takich chwil, która zostaje w nas na zawsze a na jej wspomnienie uśmiechamy się do siebie...
To był listopadowy wieczór. Przyjechała ze Szwecji moja ukochana przyjaciółka Żanka i wpadłyśmy na pomysł aby na zbliżające się urodziny Asi zrobić dla niej coś osobistego, bardzo kobiecego takiego słodkiego, eleganckiego ale z nutką zmysłowego pazurka. Zrobiłyśmy taki komplecik: zakładkę i notesik
Przypomniałam sobie, że widziałam w jednej z prac Anai (zerknijcie tutaj) wprost idealnie do naszego notesika pasujący element...sznurowanie. Ile razy podziwiałam album zrobiony przez Anai, to sznurowanie kojarzyło mi się zawsze z wiązaniem kobiecego gorsetu. I to właśnie była ta brakująca wisienka do Asinego notesu, poszukiwana nutka zmysłowości.
Bawiłyśmy się tego wieczora fantastycznie. Porozkładałyśmy na stole w mojej kuchni wszystkie materiały, papiery, narzędzia i pijąc herbatkę dałyśmy się wciągnąć bez reszty w to tworzenie. Jedna przez drugą dodawałyśmy kolejne pomysły. Już sama nie wiem co było cudowniejsze...czy to, że nareszcie mogłyśmy spędzić trochę czasu razem i nacieszyć się wreszcie sobą, czy to, że odkryłyśmy kolejną rzecz, która nas łączy...naszą pasje do scrapkowania.
A o to zdjęcia kompletu, który wtedy powstał.
Niestety robione były innymi aparatami więc troszkę sie różnia kolorystycznie ale musicie uwierzyć mi na słowo, że to są te same papiery. Szkoda, też że na zdjęciach nie widać, ze te eski-floreski są posypany perfect pearls w złotym kolorze.To była nasza pierwsza przygoda z tym preparatem. I oczywiście była to miłość od pierwszego wejrzenia :)
Inne prace Żanki możecie podziwiać na jej blogu: o TU
A więc....
Zrobiona przez Żankę zakładka i zrobiony przeze mnie notesik:
ale to nie jest taka zwykła praca bo ona ma w tle ważną dla mnie historię...dlatego, że powstała w wyjątkowym momencie w towarzystwie wyjątkowej osoby. To była jedna z takich chwil, która zostaje w nas na zawsze a na jej wspomnienie uśmiechamy się do siebie...
To był listopadowy wieczór. Przyjechała ze Szwecji moja ukochana przyjaciółka Żanka i wpadłyśmy na pomysł aby na zbliżające się urodziny Asi zrobić dla niej coś osobistego, bardzo kobiecego takiego słodkiego, eleganckiego ale z nutką zmysłowego pazurka. Zrobiłyśmy taki komplecik: zakładkę i notesik
Przypomniałam sobie, że widziałam w jednej z prac Anai (zerknijcie tutaj) wprost idealnie do naszego notesika pasujący element...sznurowanie. Ile razy podziwiałam album zrobiony przez Anai, to sznurowanie kojarzyło mi się zawsze z wiązaniem kobiecego gorsetu. I to właśnie była ta brakująca wisienka do Asinego notesu, poszukiwana nutka zmysłowości.
Bawiłyśmy się tego wieczora fantastycznie. Porozkładałyśmy na stole w mojej kuchni wszystkie materiały, papiery, narzędzia i pijąc herbatkę dałyśmy się wciągnąć bez reszty w to tworzenie. Jedna przez drugą dodawałyśmy kolejne pomysły. Już sama nie wiem co było cudowniejsze...czy to, że nareszcie mogłyśmy spędzić trochę czasu razem i nacieszyć się wreszcie sobą, czy to, że odkryłyśmy kolejną rzecz, która nas łączy...naszą pasje do scrapkowania.
A o to zdjęcia kompletu, który wtedy powstał.
Niestety robione były innymi aparatami więc troszkę sie różnia kolorystycznie ale musicie uwierzyć mi na słowo, że to są te same papiery. Szkoda, też że na zdjęciach nie widać, ze te eski-floreski są posypany perfect pearls w złotym kolorze.To była nasza pierwsza przygoda z tym preparatem. I oczywiście była to miłość od pierwszego wejrzenia :)
Inne prace Żanki możecie podziwiać na jej blogu: o TU
A więc....
Zrobiona przez Żankę zakładka i zrobiony przeze mnie notesik:
sobota, 3 września 2011
dziekujemy Filipku :)
no i stało się :)
po tylu miesiącach przerwy udało mi się wczoraj późnym wieczorem wygospodarować 2 godzinki i wpadłam w wir tworzenia. A że okazja była świetna bo podziękowania dla przyjaciół, ochoczo zabrałam się do pracy. Ze scrapkowaniem to chyba jest troszkę tak jak z oddychaniem, że nie da się zapomnieć jak się to robi, jednakże jakoś tak nie szło mi zbyt sprawnie. Klej się rozchlapywał, stempelki robiły podwójne ślady, perełkowe kropelki wychodziły raczej jak placuszki niż połówki kuleczek, ciągle szukałam we wszystkich pudełkach narzędzi, ołówka, dodatków...ale za to po skończonej pracy... ta radość była zupełnie taka sama jak parę miesięcy temu... znajoma. I znów się tak fajnie zasypiało z radością, że jutro rano zrobię zdjęcia.
Rano pierwszą rzeczą jaką zrobiłam popędziłam do kuchni zobaczyć mój tag :) Stał sobie spokojnie na kuchenny blacie, oparty o ścianę.
Jak mnie to wszystko cieszy :)))
Jak fajnie jest znowu przelać na papier to co w duszy gra...
po tylu miesiącach przerwy udało mi się wczoraj późnym wieczorem wygospodarować 2 godzinki i wpadłam w wir tworzenia. A że okazja była świetna bo podziękowania dla przyjaciół, ochoczo zabrałam się do pracy. Ze scrapkowaniem to chyba jest troszkę tak jak z oddychaniem, że nie da się zapomnieć jak się to robi, jednakże jakoś tak nie szło mi zbyt sprawnie. Klej się rozchlapywał, stempelki robiły podwójne ślady, perełkowe kropelki wychodziły raczej jak placuszki niż połówki kuleczek, ciągle szukałam we wszystkich pudełkach narzędzi, ołówka, dodatków...ale za to po skończonej pracy... ta radość była zupełnie taka sama jak parę miesięcy temu... znajoma. I znów się tak fajnie zasypiało z radością, że jutro rano zrobię zdjęcia.
Rano pierwszą rzeczą jaką zrobiłam popędziłam do kuchni zobaczyć mój tag :) Stał sobie spokojnie na kuchenny blacie, oparty o ścianę.
Jak mnie to wszystko cieszy :)))
Jak fajnie jest znowu przelać na papier to co w duszy gra...
środa, 31 sierpnia 2011
nowy rozdział...
długo mnie nie było na moim blogu i powoli staram sie wrócić. Nie jest to łatwe bo od wielu miesięcy nie zrobiłam ani jednej pracy ale mam nadzieję, że to się wkrótce zmieni. Tak mnie cieszy, że znowu wróciła ta potrzeba serca, taki jakiś wewnętrzny głos, który sprawia, że uciekam w wolnych chwilach w siebie i planuje, przyklejam, drę, tuszuję i stempluję...tak, tak, tam w środku to są już nowe prace tylko jeszcze nie przelałam ich na papier. Troszkę brak mi czasu obecnie ale mam nadzieję, że to wkrótce się zmieni i znowu odzyskam wolne wieczory.
W listopadzie napisałam podążając za słowami Shakespeara, że życie nie jest ani gorsza ani lepsze od marzeń tylko jest po prostu inne. A dziś po tym czasie mogę dopisać do tych słów, że czasem dostajemy od życia tak wiele, "coś" wyjątkowego, o czym nawet nie marzyliśmy w najśmielszych snach..."coś" co po raz kolejny nadaje życiu nowy sens i otwiera inny, kolejny rozdział...
i mnie to właśnie spotkało...
:)
W listopadzie napisałam podążając za słowami Shakespeara, że życie nie jest ani gorsza ani lepsze od marzeń tylko jest po prostu inne. A dziś po tym czasie mogę dopisać do tych słów, że czasem dostajemy od życia tak wiele, "coś" wyjątkowego, o czym nawet nie marzyliśmy w najśmielszych snach..."coś" co po raz kolejny nadaje życiu nowy sens i otwiera inny, kolejny rozdział...
i mnie to właśnie spotkało...
:)
wtorek, 30 sierpnia 2011
krupnik?! o nie!
no tak, jeszcze wczoraj i przedwczoraj krupniczek był pycha a dziś...krupnik?! o nie! tylko nie to. Lepiej pojde szybko spać i może mnie ominie...
i kto tu nadąży za tymi dzieciakami...
:)
a swoją drogą...ciekawe czy naleśniczki kiedyś będą feeee. Bo dziś mogłyby byc rano, w południe i wieczorem :)))
i kto tu nadąży za tymi dzieciakami...
:)
a swoją drogą...ciekawe czy naleśniczki kiedyś będą feeee. Bo dziś mogłyby byc rano, w południe i wieczorem :)))
piątek, 26 sierpnia 2011
chyba wracam...
...powolutku, chyba już wracam...jeszcze nie do scrapkowania chociaż ostatnio już parę razy zaglądałam do blogów babeczek, które mnie inspirowały i nadal inspirują. Chciałam nacieszyć się i z taką zachłannością czytałam co nowego się wydarzyło przez te kilka miesięcy, jakie prace piękne powstały w tym czasie.
faktycznie...to już ponad 8 miesięcy kiedy mnie tu nie było a jeszcze więcej od czasu kiedy zrobiłam ostatnią swoją, scrapkową pracę. Nadal wszystkie moje papiery, narzędzia, dodatki czekają poukładane w kilku szufladach. Tylko Jagulka dorwała się do mojej skrzyneczki i zużyła do swoich scrapkowych prac wszystkie kwiatki :) wstążeczki i kleje.Ale strasznie mnie to cieszy, że ona jest taka cudownie kreatywna. A robi przepiękne rzeczy...ma duży talent manualny i aż ciężko uwierzyć, że twórczyni ma zaledwie 4 lata :)
A co będzie z moim scrapkowaniem?...
Chyba potrzebuję jeszcze troszke czasu...
Ale jakoś tak się cieszę...Nigdy nie wierzyłam w powroty ale w ten wierzę. Wierzę, że znajdzie się wena, pomysły i czas...bo potrzeba i motywacja już są.
tak się cieszę....
faktycznie...to już ponad 8 miesięcy kiedy mnie tu nie było a jeszcze więcej od czasu kiedy zrobiłam ostatnią swoją, scrapkową pracę. Nadal wszystkie moje papiery, narzędzia, dodatki czekają poukładane w kilku szufladach. Tylko Jagulka dorwała się do mojej skrzyneczki i zużyła do swoich scrapkowych prac wszystkie kwiatki :) wstążeczki i kleje.Ale strasznie mnie to cieszy, że ona jest taka cudownie kreatywna. A robi przepiękne rzeczy...ma duży talent manualny i aż ciężko uwierzyć, że twórczyni ma zaledwie 4 lata :)
A co będzie z moim scrapkowaniem?...
Chyba potrzebuję jeszcze troszke czasu...
Ale jakoś tak się cieszę...Nigdy nie wierzyłam w powroty ale w ten wierzę. Wierzę, że znajdzie się wena, pomysły i czas...bo potrzeba i motywacja już są.
tak się cieszę....
niedziela, 17 kwietnia 2011
Mój blog czasowo zawieszony...
Musze Was poinformować, ze do odwolania moj blog zostaje zamkniety.
Bardzo mi przykro ale postaram sie wrócic do pisania...tak szybko jak tylko to bedzie mozliwe.
Dzis serce i glowa i każdy kawaleczek mojego ciala zaprzątniety jest innymi myslami i uczuciami.
Jakoś tak brak jest twórczego szalenstwa kiedy rzeczywistosc nie pozwala sie uniesc do góry, w chmury.
pozdrawiam i obiecuje, ze wrócę...kiedyś napewno.
Bardzo mi przykro ale postaram sie wrócic do pisania...tak szybko jak tylko to bedzie mozliwe.
Dzis serce i glowa i każdy kawaleczek mojego ciala zaprzątniety jest innymi myslami i uczuciami.
Jakoś tak brak jest twórczego szalenstwa kiedy rzeczywistosc nie pozwala sie uniesc do góry, w chmury.
pozdrawiam i obiecuje, ze wrócę...kiedyś napewno.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

















































