Jagul znów od kilku dni bardzo chora. Tym razem bez antybiotyku sie nie obejdzie niestety. Lekarz mówi, że każdy maluszek musi zapłacić "frycowe"- chorobowe jak idzie do przedszkola :-/ i że lepiej jak teraz się wychoruje niż później w szkole...oby tylko Łukaszek nie złapał od niej tej anginy....
A jutro...
podaruję Komuś bardzo ważnemu, za Kim sie już bardzo stęskniłam tego małego ATC-iaczka, którego właśnie skończyłam robić. Jeszcze mokry i cieplutki ( bo suszony suszarką :) na zdjęciach.
Zrobiłam go na starej, tekturowej metce z podkoszulka Endo, użyłam farbek distress crackle paint i oczywiście poruszłam sie w mojej ukochanej technice: grunge, szarpano-postarzanej.
Tak się cieszę na to jutrzejsze spotkanie :)
Ale już nic nie mówię, żeby nie zapeszyć i lecę szybciutko spać.
Bo przede mną kolejna noc "czuwania" przy chorutkim Jagulku...chrapiącym z powodu kataru, niestety ;)



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz