środa, 25 stycznia 2012

a ważka daleko poleciała...

Ostatnio doszłam do wniosku, że najlepiej to robi mi się prace dla kogoś. Jakoś mi tak smutno kiedy prace, które stworzyłam lądują w pudełeczku, szufladzie, albumie czy nawet na półce. Rzadko potrafi zainspirować mnie jakiś temat czy rzecz...zdecydowanie bardziej inspirują mnie do tworzenia ludzie, ich cechy,  rzeczy, które kochają, ich marzenia czy doświadczenia. Czasem wystarczy mi jedno zdanie, które ktoś o sobie powie a w głowie już powstaje projekt.  Dlatego z wielka ochotą przygotowuję drobiazgi dla moich przyjaciół czy znajomych.
I dziś właśnie będzie o małym notesiku, który powstał już jakiś czas temu dla bardzo wyjątkowej babeczki. Utalentowanej, wrażliwej i kochającej......... ważki :) 
Notesik powstał z papieru z kolekcji Dreamer. Do zrobienia jego użyłam też pierwszy raz pasty strukturalnej, która posmarowałam grzbiet i brzegi okładek. Wyschniętą już pastę popisikałam brązowym glimmerem dzięki czemu zmieniła kolor na bardziej starociowy. Efekt mnie samą zaskoczył, bo teraz brzegi wyglądają jak stare drewno :))

A tak to wyszło...


  i środek...
i tył...
 i grzbiet potraktowany pastą strukturalną :)

poniedziałek, 23 stycznia 2012

Tag z chlapniętą tkaniną

Kilkanaście dni mnie tu nie było ale to wcale nie znaczy, że nic nie robiłam :) Postaram się do jutra pokazać wszystkie nowe prace ale dziś zaczynam od najpilniejszej czyli od taga, który przygotowałam na wyzwanie pt: "Chlapnij sobie" na blogu scrapki-wyzwaniowo.pl.
Troszkę to ja sobie chlapnęłam  :))) oj chlapnęłam...
Różnymi miksturkami na białe płótno i beżową koronkę. Użyłam kilku kolorów glimmer mistów, którym odkręciłam zakrętki i strzepywałam kropelki z rurek bezpośrednio na białe płótno. Chlapałam też rozcieńczonymi distress-reinkerami w kolorze Dried Marigold oraz Pumice Stone. Następnie wycięłam z tkaniny te kawałeczki, które najbardziej mi się spodobały, podkleiłam na karton oraz postemplowałam.
Muszę stwierdzić,  że z tkaninami pracuje się cudownie chociaż są znacznie bardziej wymagające niż papier. Czy Wy też macie może takie doświadczenia?... Trudniej uzyskać oczekiwany kolor i są nieco mniej plastyczne od papierów. Ale muszę stwierdzić, że to chyba moja kolejna miłość :) Uwielbiam ich faktury, desenie... i ten tag to na pewno nie jest moja ostatnia praca z ich użyciem. Muszę też podszkolić się w szyciu.
Ale oczywiście do wykonania mojego taga oprócz płótna użyłam również cudownych papierów z kolekcji 7 Dots Studio: Elise Rebel zaprojektowanych przez Anai. Z tymi papierami pracuje się fantastycznie. Są świetnej jakości, mają niezwykle uniwersalne desenie i świetnie współpracują z wszystkimi mediami. 
Ale może nie będę już więcej się rozpisywać tylko zapraszam do oglądnięcia zdjęć. Na ostatnim zdjęciu można zobaczyć bohatera pierwszego planu czyli "golutkie" jeszcze płótno w doborowym towarzystwie całkiem dziewiczej i nie chlapniętej koronki oraz Pana Sznurka ;)

Dziękuję za odwiedziny i wszystkie komentarze :)
 


Użyte materiały:
- biała tkanina-gruba bawałna/płótno
- koronka
- dwa rodzaje papierów z kolekcji 7 Dots Studio , Elise Rebel: Extraordinary i Superstitious
- glimmer mists: Juniper, True Blood, Tiger Lily, Peach Delight
- distress reinker: Daried Marigold, Pumice Stone, Old paper
- tusz Distres: pumice Stones
- tusz Archival Ink: coffee
- tusz versafine: smokey Grey
- stemple
- gesso
- sznurek i nity
- ćwieki Basic Grey


czwartek, 29 grudnia 2011

...so unique

Przez całe moje życie przewijały się, bywały, pojawiały się, znikały lub pozostawały w nim na dłużej najróżniejsze kobiety. Niektóre potrafiły tak szybko zniknąć jak się pojawiły,  nie pozostawiając po sobie właściwie żadnego istotnego śladu a inne jakoś niepostrzeżenie potrafiły rozgościć się nie tylko w moim życiu ale i moim sercu na dłużej. O jednej z nich właśnie dziś chciałam Wam opowiedzieć. O jednej z najbardziej wyjątkowych kobiet jakie w życiu poznałam. O przepełnionej romantycznością i delikatnością matematyczce z niezwykle analitycznym umysłem i wrażliwością małego motyla. O kobiecie, która składa się z miliona przeciwieństw, które potrafią w jakiś niesamowity sposób tworzyć jedną, spójną całość. O przepięknej i mądrą kobiecie, która w jednej dłoni trzyma węgiel, którym potrafi delikatnie szkicować a w drugiej wiertarkę, którą potrafi przykręcić sobie do ściany karnisz. Która potrafi upiec najbardziej wyszukane ciasteczka czy przygotować wspaniałe danie zaraz po tym jak bez problemu poradzi sobie z zepsutym samochodem czy naprawą miksera. Dla której w pracy żaden system komputerowy nie ma tajemnic, a która po powrocie do domu potrafi uszyć spódnicę czy zasłonkę, namalować obraz lub stworzyć piękną kartkę scrapkową. O dziewczynie, która pomimo tego, że nie jest żadna front-menką  potrafi w jakiś magiczny sposób zgromadzić wokół siebie całe grupę ludzi i co lepsze zmobilizować ich do regularnego grania w tenisa czy wycieczki rowerowej. O Kimś kto ma ciepłe i czułe serce, przepełnione marzeniami i prostą dobrocią. O kobiecie, przy której mogę godzinami płakać, śmiać się czy złościć a ona zawsze jest. O najlepszej przyjaciółce pod słońcem. Która dzielnie znosi wszystkie moje szaleństwa, emocje, wariactwa, przypływy i odpływy. Która zawsze z ogromną cierpliwością tłumaczy mi zawiłości mojego życia...np: jak obsługuje się tego Big Shota ;) 
Która nazywa mnie "serducho" mimo, że sama też nim jest a myśli, o sobie że jest "rozumkiem".  Którą znam już ponad dziesięć lat i wciąż odkrywam w niej coś nowego...Która jest, była i zawsze będzie kimś bardzo ważnym bo....jest tak wyjątkowa....

 

W moim scrapie próbowałam połaczyć właśnie bardzo różne dodatki z jednej strony kwiaty i perełki a z drugiej metalowy złom zegarkowy, stare bateryjki czy siteczko. jako bazę wykorzystalam papier z kolekcji Dreamer- sleepless( 7 Dots Studio) zaprojektowanym przez Finn. Jeśli się dobrze przyglądniecie to pod zdjęciem widać dwie koronki. To dość wyjątkowe koronki. Obie są bardzo stare. Ta szersza była beżowa i została kupiona w szwedzkim secound-handzie a ta druga, cieńsza taśma z kwiatuszkami ma ponad 20 lat i pochodzi ze zbiorów mojej kochanej mamy.
Cała pracę mocno postemplowałam stempelkami Prima Marketing i posprejowałam glimer mistami Creme de Rouge oraz Tattered Leather.firmy Tatared Angel.
Całość umieściłam w białej, głebokiej ramce z Ikea i podarowałam tej wyjątkowej osóbce ze zdjęcia :)

sobota, 24 grudnia 2011

już czas...

Kochani już czas zanurzyć się w świątecznej atmosferze i zacząć się nią rozkoszować :)
...dlatego jeszcze na szybciutko chciałam  złożyć Wam najserdeczniejsze życzenia.

Mnóstwo zdrówka, radości, miłości, ciepełka rodzinnego w czasie świąt a w nadchodzącym Nowym Roku nigdy nie opuszczającej Was weny twórczej oraz samych tylko mile zapamiętanych chwil. 
Buźka!


czwartek, 22 grudnia 2011

notesik z ornamentową zawieszką

Na początku chciałam bardzo gorąco podziękować za wszystkie komentarze jakie otrzymałam od Was pod poprzednim postem z "kieszonka". Zastawiałam się długo czy pokazać tą pracę i czy startować w wyzwaniu bo jest bardzo osobista ale cieszę się, że się odważyłam bo Wasze komentarze dały mi dużo wsparcia i siły do dalszego tworzenia. A wyróżnienie jakie praca zdobyła w tym wyzwaniu ogromnie mnie zmotywowało i dodało wiary w siebie. Dziękuję!!!!

Ostatnio jakoś nie mogłam się zabrać za te kartki świąteczne  i właściwie to czekałam na tą wenę i czekałam aż w końcu zrobiło się zbyt późno już na robienie kartek (hura! ;) I nareszcie bez wyrzutów sumienia mogłam zabrać się za inne prace :)
Zrobiłam kilka tagów do paczek z prezentami oraz kilka upominków świątecznych. Między innymi maluśki notesik  z pięknych papierów Basic Grey Cappella w kolorze delikatnego błękitu połączonego z popielem oraz brązem....O mniam...jakie cudne kolorki mają te papiery. Notesik ozdobiłam małą ornamentową zawieszką, która kupiłam z szwedzkim sklepiku internetowym. Zależało mi na tym aby wyszedł taki troszkę elegancko-kobiecy. Stąd te kolory i ta zawieszka.
Użyłam oczywiście mojego ukochanego stempelka motylka-Stampers Anonymous - Texture Wings , który już znacie z poprzednich prac. Nie mogłam się oprzeć...po prostu uwielbiam ten stempel. Poszarpane brzegi wykończyłam tuszem distress valnut stain oraz tumbled glass.


Notesik mogę już pokazać bo dziś powędrował do swojej nowej właścicielki. Oto on:
Dziękuję za odwiedziny i pozdrawiam ciepło.





sobota, 3 grudnia 2011

pocket closed forever...?

Uff...
znów ledwo zdążyłam z moja pracą na wyzwanie, które zaproponowała nam Guriana na blogu scrapki-wyzwaniowo.pl.
Jak tylko zobaczyłam tytuł "z kieszonką" natychmiast w mojej głowie zaświtał nieco przewrotny pomysł :)
Cała moja praca jest dosyć osobista i opowiada o pewnej znajomej mi "kieszonce" oraz o tym co teraz mi w duszy gra...czyli trochę o szczęściu i spełnieniu, trochę o żalu i ważnych życiowych decyzjach a trochę o przemijającym czasie i o tym co nam kobietom bardzo bliskie...
Oczywiście w pracy wystąpiły też kieszonki na tagi. Każdy z tagów zawiera na odwrocie zdjęcie jednego z moich dzieci. Po podniesieniu zakładki z moim zdjęciem odkrywamy właśnie 3 kieszenie tagowe.Całość umieściłam w metalowym pudełku. Jak to u mnie ostatnio bywa wszystko jest mocno wytuszowane a kolory wzmocniłam dużą ilością glimmerów mistów. Dopełnieniem całości są stemple i metalowe dodatki. Dokładniejszą listę produktów zamieszczę na końcu posta.
Ach...
Nie będę się może rozpisywać bo zdjęcia najlepiej oddadzą to o czym jest ta praca :)
Pozdrawiam ciepło Wszystkich Odwiedzających mój blog! 














Użyte materiały:
- papiery 7gypsies "off the wall-travel i birds"
- tusze distress: valnut stain, vintage photo, antique linen, black soot, spiced marmolade, stormy sky
- glimmer mists:
- Ranger - Manilla Tag No.8 - bazy
- Tusz Archival - Jet Black i Coffee
- stemple Prima Marketing: Londonerry, gałązki, kratka z ptaszkami oraz pismo
-papierowe taśmy z kolekcji Tima Holtza
- zszywki biurowe

poniedziałek, 28 listopada 2011

tag dla Zanki

nareszcie mogę zamieścić zdjęcia zakładki, która właśnie dziś dotarła w mikołajowej paczuszce, którą przygotowałam dla Zanki, mojej ukochanej przyjaciółki i wspaniałej scraperki. Nie jest to jeszcze tag o tematyce świątecznej, o nie nie :) bo powstał już jakiś czas temu. Ale postanowiłam wrzucić go do paczuszki aby towarzyszył Zance w długie zimowe wieczory przy dobrej książce.
Wykorzystałam w nim mój najukochańszy stempel motyla: Stampers Anonymous - Texture Wings oraz kilka glimer mistów, z którymi ostatnio się wogóle nie rozstaje. Dopełnieniem oczywiście były tusze distress w kolorach vintage photo, pumice stone oraz pine nedles. A o to efekt:)
Mam nadzieję, że Żance się spodobał i będzie pełnił tą zaszczytna funkcję zakładki w czytanej przez nią książce.

Pozdrawiam ciepło i dziękuje za miłe komentarze, które zawsze sprawiają mi wiele radości i są motywacją do dalszego tworzenia :-*


niedziela, 27 listopada 2011

inky fingers :) rano

już tylko 7 dni zostało do zgłoszenia pracy na blogu scrapki-wyzwaniowo. Tym razem Guriana proponuje nam zabawę, idealnie wprost stworzoną dla mnie, o wdzięcznej nazwie " z kieszonką" :) Pomysł natychmiast zaświtał mi w głowie ale troszkę gorzej jest z realizacją. A raczej z czasem potrzebnym na realizację :-/  Staram się jak mogę zdążyć więc jak już położę dzieciaki i obrobię się z całą robotą biegnę na antresolę i rzucam się w wir tworzenia....Będzie chyba troszkę przewrotnie i mocno wytuszowane jak to u mnie ostatnio bywa :)))
Oj...tylko ranki po tych krótkich nocach są bardzo trudne, zwłaszcza, że Kacperek cyckuje się w nocy ostatnio na okrągło. Chyba rośnie moja chłopinka :) i pewnie chce dogonić starsze rodzeństwo hi hi.
A to jak właśnie, maluchy i ja, wyglądamy rano :)))
 




buziaki :)

środa, 23 listopada 2011

zakładka dla dzielnego mężczyzny

Na początku chciałam bardzo gorąco podziekować wszystkim Odwiedzającym mój blog za cudowne komentarze pod poprzednim postem. Wasze ciepłe słowa oraz wyróżnienie jakie książeczka Timholtzowa dostała na blogu scrapki-wyzwaniowo sprawiły mi wiele radości. Dziękuję!
Wiem, że troszkę Was rozczarowuję, że tak rzadko pojawiam się ale ciężko mi strasznie znaleźć czas. Moja trójka dzieciaków jest tak absorbująca, że wolny czas jaki zwykle odnajduję miedzy 22.00 a 23.00 wystarcza mi na bardzo niewiele. Obecnie największym dla mnie wyzwaniem jest bycie mamą równocześnie: nastolatka, przedszkolaka i dzidziusia. Różne potrzeby moich dzieciaków sprawiają, że wciąż jeszcze uczę się tej nowej roli :))
Ale jak tylko sobie wszystko poukładam napewno znajdę więcej czasu na moje pasje :)

Dziś chciałam pokazać moją prościutką zakładkę inspirowaną tutorialami Tima Holtza. Od dawna miałam na nią apetyt tylko jakoś tego czasu wciąż brak i brak...ale od początku...

...są w życiu takie chwile kiedy wydaje nam się, że już nie możemy znaleźć w sobie siły i wtedy najczęściej odnajdujemy ją w obecności, życzliwości i miłości najbliższych...
To co kocham w moich przyjaciołach, to niesamowita umiejętność mobilizacji kiedy kogoś z naszego grona spotyka coś przykrego. Energia, która wówczas płynie szerokimi strumieniami pomaga trzymać się i dzielnie znosić to co przyniósł los. 
Moja zakładka, zrobiona w pośpiechu, w nocy popłynęła właśnie z tą falą do jednego z kochanych przyjaciół. Myślę sobie, że jeśli sprawiła chociaż odrobinkę radości a może nawet wywołała chociaż na chwilę uśmiech...to było warto ją zrobić i wysłać :)

 
 

 dziękuję i pozdrawiam Was ciepło!

niedziela, 23 października 2011

dreamer... me!

ufff. 23:52 zdążyłam :)))
Skusiłam się do wzięcia udziału w wyzwaniu jakie zaproponowała Ankan na blogu scrapki.pl. Tym razem trzeba było wykonać maluśki albumik z papieru na wzór tutoriala Tima Holtza. Ale warunek był, że trzeba było zamieścić zdjęcie na blogu scrapki-wyzwaniowo najpóźniej dziś do północy. I jakimś cudem dosłownie zdążyłam :)))
A ponieważ skończyłam dopiero kwadrans temu więc zdjęcia robiłam w pośpiechu i w niezbyt dobrym świetle, bo sztucznym. Ale jutro sfotografuje mój albumik w świetle dziennym i wrzucę więcej zdjęć na bloga.
Zainspirowana bardzo tym, że na naszych oczach spełniły się skryte marzenia Anai i Finn o stworzeniu własnej kolekcji papierów, postanowiłam, że przeznaczę ten album na uwiecznienie wszystkich moich marzeń, które były lub są w moim sercu wraz z datami kiedy się spełniły :) Wierzę w to bardzo, że jeśli się czegoś bardzo pragnie to marzenia się spełniają :) Dopełnieniem mojego pomysłu było wykorzystanie papierów właśnie z nowej kolekcji 7 dots studio-dreamer. Połączyłam je z innymi papierami z jednej z moich ulubionych kolekcji 7gypsies-Off the Wall -birds. Z tej samej kolekcji pochodziły tagi, które użyłam jako dodatek do albumu a na odwrocie których mam zamiar opisywać w jaki sposób spełniły się moje marzenia.
Robiąc album wykorzystałam też wiedzę jaką ostatnio zdobyłam na warsztacie Inky Fingers i troszkę postemplowałam i podkolorowałam mgiełkami glimmer mist( cooper, valnut gold, tattared leather, peach delight) papiery oraz dodatki. Ale była zabawa...ojej...tylko teraz chodzę w takich brudnych z tuszu i sprejów paluchach.
Ależ ja to bardzo lubię :) Tylko Jaga się ze mnie śmieje, że teraz mama ma brudne paluszki.

A oto mój album.





 poniedziałek 24.10
zrobiłam pare zdjęc w świetle dziennym. Kolorystyka dużo bardziej jest rzeczywista :)






piątek, 14 października 2011

pod czujnym okiem Finn...

w zeszła sobotę miałam okazję wziąć udział w niesamowitym warsztacie INKY FINGERS prowadzącym przez Finn w Krakowie, tak tak..przez sama FINN :)
Dzień wcześniej opracowaliśmy z Tomkiem cała logistykę poranka jak to wszystko zorganizować z dzieciakami, żebym mogła tam pojechać. Ale maluchy bardzo mi pomagały rano i wpasowały się idealnie w nasz plan.Tak więc po załatwieniu wszystkich rutynek porannych o 9:40 mknęłam juz taksówka na moje wyczekane warsztaty.
Było cudownie...niezwykle inspirująco. Finn prowadziła je po prostu genialnie. Dzieliła się swoją wiedzą, doświadczeniem i mówiąc demonstrowała nam wszystko. Najlepsze było to, że każda z nas też miała okazje zrobić dokładnie to samo co demonstrowała Finn chwile wcześniej. Taka forma nauki odpowiada mi najbardziej bo najlepiej się można nauczyć naśladując prowadzącego warsztat. Atmosfera była kapitalna a wszystkie babeczki bardzo zainteresowane tematem wiec świetnie się wspólnie pracowało. Nauczyłam się bardzo dużo na temat stemplowania. Tworzenia tła poprzez stemplowanie wielowarstwowe albo sprejowanie masek. Wcześniej nie najlepiej radziłam sobie ze stemplami a sprejów to wogóle nie używałam ale po tym warsztacie zakochałam się w obu technikach. Dają takie możliwości twórcze, że ho ho!!!
Finn podzieliła się z nami również kilkoma bardzo praktycznymi wskazówkami z doświadczenia i to naprawde było bezcenne. 
Oj super było, super...szkoda tylko, że nie mogłam zostać do końca. Musiałam wracać na karminie maluszka. Cieszę się i tak, że mogłam wziąć udział w tym warsztacie. Wystarczyły dwie godziny, żeby zarazić się pasja do stempelkow i glimmer mistów :)

A oto moja praca z tego warsztatu, wykonana pod okiem Finn. Nie ukrywam, że jestem z niej bardzo dumna bo  to właściwie pierwsze moje LO
:)